Indiana Jones i poszukiwacze zaginionej sauny
Indiana Jones czuł jak całe ciało drętwieje mu w wyniku działania mroźnego syberyjskiego powietrza. Już od kilku dni kroczył pośród śnieżnej połaci, poniewierany silnym wiatrem, ale nie ustępował w swojej wędrówce. Postanowił dokonać tego o czym marzył po opuszczeniu Kuwejtu – odnaleźć zaginioną saunę. Wiedział tylko tyle, że sauna jest ukryta w podziemiach syberyjskiej „pustyni śniegu”, a prowadzi ją rosyjski boss – Władimir Kolanikow. Strząsnął z ze swojego sfatygowanego kapelusza gromadzące się tam płatki śniegu, szczelniej opatulił szyję grubym szalem i pomaszerował w wyznaczonym przez swój kompas kierunku.
Jones nie obawiał się starcia z Kolanikowem. Widział, że nieuchronność takiego spotkania jest tylko kwestią czasu, lecz bardziej przerażała go myśl, iż mógł się pomylić w obliczeniach i obrać nieprawidłowy kierunek poruszania do sauny. Po przejściu około 500 metrów dostrzegł na horyzoncie niewielkie wybrzuszenie, a nad nim wielki głaz i drzewo – sosnę, smaganą śnieżną wichurą. Pobiegł w upatrzoną stronę. Gdy spostrzegł, że to cel jego wędrówki jął poszukiwać specjalnego, ukrytego wejścia do sauny. Nie minęła minuta a już je znalazł. Dokładnie się przyjrzał niewielkiemu obsunięciu pod ziemią i zaczął napierać na głaz. Ten zaś odsunął się powoli, ukazując oczom Jonesa zapadnie. Indi wskoczył do środka.
Aby dojść do sauny musiał przejść długim
,ciemnym korytarzem podziemnych, lecz wiedział, że ostatni etap poszukiwań znajduję się bardzo blisko. Czuł ciepło bojące od sauny. Rzeczywiście była tam – ogromna sauna, wyposażona w skalny piec do sauny. Byłą pusta, jedynie w kącie Indiana Jones dostrzegł opartego o fotel ze skał człowieka. Był to Kolanikow. Czkałem na ciebie Indi –rzekł, a spomiędzy tłustych warg, ukazał się upiorny uśmiech rosyjskiego mafiosa. Poszukiwacz zaginionej sauny jedynie mrugnął powiekami zastawiając się jaką taktykę przyjąć. Rozglądnął się po saunie, w tym czasie Rosjanin bacznie mu się przyglądał. Wiem o czym twe serce marzy – powiedział, po czym wskazał na palenisko pieca do sauny – o tym!, niema wykrzyknął.
Jonesowi rzeczywiście marzył się święty ogień, którym była ogrzewana sauna.
Wystarczyło nabrać jedynie część pomarańczowego blasku do specjalnej fiolki. Miał on działanie uzdrawiające i moc szamana plemienia Roolu. Indi zerknął w stronę pieca, w myślach jeszcze raz powtórzył strategię działania. Zdawał sobie sprawę, że w saunie ukrywają się oprychy Kolanikowa, jednak był pewny swoich zmysłów, a zwłaszcza zmysłowi szybkości. W te pędy wyjął z plecaka szklaną fiolkę i rzucił się w stronę paleniska. W tym samym czasie usłyszał strzał i ładowanie broni. Wyjął swoje, będące częścią stałego wyposażenia pistolety. Poturlał się w stronę świętego ognia, jednocześnie oddając kilka strzałów w kierunku skąd dochodziły trzaski. Kolanikow jedynie obserwował rozgrywającą się scenę. Indi wiedział, że wadą sauny było jej słabe sklepienie, więc zanurzając fiolkę w ogniu wystrzelił serię pocisków w górną część skalnego pomieszczenia. Sklepienie się zapadło, przygniatając Władimira i odcinając drogę ucieczki jego towarzyszom.
Indi bez problemu opuścił saunę, ruszył w te pędy by pokonać dalszą trasę dzielącą go do bazy. Tam miał czekać jego przyjaciel – Hans. Dzierżył w dłoni fiolkę ze świętym ogniem i to było najważniejsze dla bohatera. Kolejna misja zakończyła się sukcesem. W saunie zaś, pod zawalonym balastem skał, miotał się gorączkowo Kolanikow i odgrażał się w powietrze Jonesowi – Jeszcze cię dopadnę Indi! Tylko muszę się wydostać z tej przeklętej sauny…
Napisano w humor w saunie, opowiadania

Listopad 25th, 2008 at 1:50 pm
Fajne opowiadanko, może wykorzystają je do następnej części Indiana Jones w saunie